Tym razem to nie amerykańscy naukowcy dokonali kolejnego epokowego odkrycia, tylko brytyjczycy. Niejaki profesor Thorsten Hennig-Thurau z Cass Business School w Londynie wraz z grupą ludzi stworzyli wzór, za pomocą którego są w stanie obliczyć czy kolejna część filmu przyniesie sukces czy też nie.
Taki wzór pewnie osiągnie sukces, bo ostatnio jesteśmy zalewani różnej maści sequelami. Nas pewnie najbardziej interesuje to pod kątem kolejnej części Star Treka, która dopiero jest w fazie wczesnego zbierania pomysłów, więc to idealny czas żeby go wykorzystać.
Wyżej wspomniani naukowcy stwierdzili, że na podstawie klilku czynników można określić czy dany sequel będzie hitem w porównaniu do filmu w tej samej kategorii który sequelem nie był. Te czynniki to między innymi ilość gwiazd które zagrały w poprzedniej części, ilość czasu jaka upłynęła od poprzedniego filmu i oraz jaki ten film osiągnął sukces.
Co do gwiazd, to wszystkie raczej się pojawią, bo w tej chwili rozbijanie załogi którą już poznaliśmy byłoby strzałem w stopę, więc tutaj raczej nic się nie zmieni. W tym przypadku to powinno być plusem, ale J.J. Abrams na wszelki wypadek ma asa w rękawie. Tak, tego asa: Williama Alana Shatnera. Wszystko wskazuje na to, że jednak pojawi się w sequelu więc przyciągnie jeszcze więcej starych fanów przy jednoczesnym utrzymaniu starych-nowych.
Druga i trzecia sprawa też raczej zadziała na plus, bo dwa lata (ST XII lub jak kto woli ST 2 wyjdzie najprawdopodoniej w 2011 to chyba idealny czas na powrót jak i osiągnięty sukces ST XI nie ulegał wątpliwości.
A gdzie plusy ujemne? Niektórzy (w tym i ja) pewnie za minus uznają np. zniszczenie Wolkana. To ,że druga w kolejności planeta tego uniwersum została ot tak unicestwiona i już jej nie ma, pewnie nie przypadło do gustu kilku fanom.
Kolejny plus ujemny, to może być tzw. oprawa wizualna. Było wiele negatywnych opinii na temat flar, trzęsącej się kamery i przesadzonej nawet jak na Star Trek sterylności wnętrz Enterprise. Nie wszystkim spodobała się stylizacja a’la Apple na mostku, tak samo jak załoga stworzona pod „Pokolenie MTV”.
Mimo wszystko wydaje mi się, że w tym równaniu dotyczącym sequela Star Treka więcej jest mimo wszystko zmiennych które wróżą sukces kolejnego filmu. Zresztą w tych czasach i tak najwięcej robi promocja, a o nią jestem spokojny. Chyba, że mówimy o Polsce…
Ogólna : Komentarze (6) : Dodano 01 gru, 2009 : Autor Mor'dah





01 gru, 2009 o 14:58
Dla mnie, zniszczenie Vulcana jest na plus. Mocno pokazało, że mimo znajomości Treka nie możemy być teraz niczego pewni. Tym samym autorzy mają szerokie pole do popisu i mogą nas jeszcze nie raz mocno zaskoczyć.
Ta sterylność… Mostek mi raczej do gustu nie przypadł – powinien być funkcjonalny, a przyprawić może o epilepsję. Za to, spodobała mi się maszynownia. Tu trzeba odstawić przyzwyczajenia z TNG. Klasa Constitution to stare okręty. Takie przedstawienie jamy Scotty’ego nadaje okrętowi uroku.
01 gru, 2009 o 17:38
Będzie Shatner – będzie super.
A mi się sterylność mostka właśnie bardzo podobała, maszynownia w sumie też może być, nie podobał mi się tylko Scotty, jakiś taki nienormalny. Z resztą cała załoga, właśnie, „pokolenie MTV”, jest do niczego.
01 gru, 2009 o 17:46
Dla mnie załoga to największa zaleta tego filmu. Zupełnie mnie zaskoczyło jak dobrze poradzili sobie z tymi rolami. Choćbym chciał nie mogę się przyczepić do Pine’a Urbana i Quinto. Odwalili po prostu kawał dobrej roboty, podobnie z resztą pozostali, chociaż im mniej, że tak powiem, patrzyłem na ręce. Jedynie Scotty rzeczywiście wywoła mieszane uczucia, ale to jeszcze nie znaczy że był zły. Mam nadzieję, że w kolejnym filmie potraktują go poważniej, może nawet na chwilę przejmie dowodzenie pod nieobecność Kirka i Spocka jak to bywało w serialu. Bo do samej gry Pegga nie mam zastrzeżeń. A żeby już w ogóle rozwiać ten mit o „pokoleniu MTV” to Nimoy i Greenwood zapewnili obsadzie klasę, więc naprawdę- można się do różnych rzeczy przyczepić w STXI, ale obsada nie jest, moim zdaniem, jedną z nich.
01 gru, 2009 o 17:47
I tak jak Jamjumetley oceniam na plus zniszczenie Volcana, z tych samych powodów.
02 gru, 2009 o 00:39
Pine bez zarzutu? Zrobił z Jima-ambitnego lalusia Jima-dyskotekowego cwaniaczka, któremu w sumie wszystko jedno, że dostał jakiś statek pod dowodzenie. Tak się zachowuje. Scotty dziwaczny, reszta ujdzie, no i Urban właśnie – był świetny, a jeśli chodzi o jego postać to byłam krytyczna, bo to moja ulubiona. Nic to, może w XII jakoś wezmą na uwagę to, na co narzekała publisia po XI. Co do zniszczenia, mam mieszane uczucia, wstrzymam się z opinią aż do ujrzenia faktu
02 gru, 2009 o 01:31
Cóż mogę rzec- moim zdaniem Pine zgrał Kirka świetnie, i szczerze mówiąc kompletnie nie widzę tego o czym mówisz. Ale też ja nigdy nie opisałbym Kirka jako „ambitnego lalusia”