Co jest esencją Star Treka? Na pierwszym miejscu jak sam tytuł mówi, eksploracja kosmosu. Jest to obecne w każdym serialu spod marki ST, może trochę słabiej z tym było w DS9, ale coś tam było. W filmach ciężko eksplorować kosmos, bo film jest zamkniętą fabułą i skupiają się raczej na kilku lokalizacjach. Drugi element który charakteryzuje Star Trek, jest oczywiście ten specyficzny pseudonaukowy bełkot. To również było obecne w całej serii ST, od TOS przez Enterprise.
Najnowszy film J.J. jest wielką nie wiadomą. Eksploracja kosmosu będzie ograniczona do kilku znanych już planet (prawdopodobnie) i pojawi się motyw podróży w czasie, więc powiedzmy że podstawę mamy. Ale co z technobabble? Czy Abrams odetnie się całkowicie od „dziedzictwa” i da sobie spokój z mało zrozumiałym dla niewtajemniczonych językiem? Z fragmentów które się ukazały w sieci ciężko coś powiedzieć, bo w tych kilkunastu minutach nie ma żadnego technobabble, a w film trwa dwie godziny. Ja osobiście mam mieszane uczucia co do tego czy chcę usłyszeć o tachionach i czipach izoliniowych. Fajnie się słuchało Daty i B’Elanny Torres, ale temat już został tak wyeksploatowany, że może i fajnie by było jakby reboot poszedł trochę w inną stronę. Jaki sens miałoby kręcenie tego samego od nowa i oglądania tego samego w kółko. Oczywiście są jakieś ramy których trzeba się trzymać, ale jest kilka rzeczy które spokojnie można zignorować i zrobić na nowo i właśnie jedną z takich rzeczy jest pseudonaukowy bełkot.
Star Trek nie ucierpi jak do kina nie pójdzie te kilka osób udzielających się na różnych serwisach, które się odgrażają że nie pójdą na film. Trudno, ja pójdę i dopiero wtedy się wypowiem czy będę dalej śledził temat czy zostanę przy Picardzie i będę sobie słuchał takich oto gadek:
Ogólna : Komentarze (0) : Dodano 11 kwi, 2009 : Autor Mor'dah



